Juranda Król - producentka wydarzeń artystycznych i liderka Fundacji Kultury Ordo Cordis, działającej pod marką Artyści Uliczni Krakowa. Od ponad 20 lat tworzy wydarzenia, które łączą sztukę z przestrzenią publiczną, współpracując z artystami i instytucjami w całej Polsce. W swojej pracy skupia się na jakości, etyce współpracy i budowaniu realnych warunków pracy dla twórców.
Sztuka wymaga szczerości i odwagi. Szkoda, że rozmowy o wynagrodzeniu za nią wciąż często sprowadzają się do… milczenia.
To może powodować niebezpieczną frustrację u wrażliwców... Uważajcie! Będą Wam gorzej pracować 🙂
No dobra, a teraz na serio:
Popieram #ZnamyStawki, bo od lat pracuję w kulturze i widzę, że temat pieniędzy wciąż bywa traktowany jak coś niewygodnego, a czasem wręcz wstydliwego – również wtedy, gdy mówimy o środkach publicznych, co już w ogóle jest podejrzane. A przecież to normalny element pracy. W każdej innej branży ludzie potrafią rozmawiać o stawkach, porównywać je i traktować jako element pozycji zawodowej. W kulturze często nadal funkcjonuje dziwna zasada: wstyd mówić, bo ktoś bierze za dużo albo za mało. Nie istnieje „za dużo” bo skoro wolny rynek za to płaci, to znaczy, że istnieje zapotrzebowanie, a jeśli w budżetach ze środków publicznych nie przekraczamy cen rynkowych – to o co chodzi?! A z kolei początkujący artyści w ogóle nie mają do czego się odnieść. Mercedes kosztuje tyle, Škoda tyle, a ja tyle....
To jest jakiś wstyd, że artyści jedzą? Że muszą zatankować, że chcą wyjechać na wakacje? Powinni żyć tylko pasją? Smacznego.
Najbardziej uderza to w tych artystów, którzy są najbardziej wrażliwi i skupieni na tworzeniu, czyli trochę oderwani od rzeczywistości. To właśnie oni najczęściej trafiają na sytuacje, w których słyszą: „nie mamy budżetu, ale będzie promocja i reklama”. Koń by się uśmiał! A nie macie pojęcia, jak częsty jest to tekst! Bez punktu odniesienia bardzo trudno zweryfikować, czy to jest uczciwa propozycja, czy zwykłe wykorzystywanie pasji. Transparentność stawek nie ma nikomu odbierać indywidualności, ani ograniczać wolności rynku. Ludzie zawsze będą zarabiać różnie - czasem dlatego, że ktoś jest lepszy, czasem dlatego, że rynek w danym momencie potrzebuje właśnie takiej, a nie innej usługi.
Żadna z tych rzeczy nie jest czymś bezprawnym, niewłaściwym czy wstydliwym. To jest normalne.
Nienormalne jest raczej to, że w świecie artystycznym pieniądze są tematem tabu, podczas gdy wszyscy wiemy, że bez nich nie powstanie żaden projekt, festiwal ani wydarzenie. Jawność stawek nie zabija sztuki ani negocjacji.
Daje po prostu punkt odniesienia, który pozwala twórcom podejmować bardziej świadome decyzje, a organizatorom budować relacje oparte na zaufaniu, a nie na domysłach.
Widzę też, że brak przejrzystości szkodzi organizatorom i instytucjom. Tam, gdzie informacje są niejasne, szybko pojawiają się domysły i historie, które często nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Jasne zasady zwyczajnie ułatwiają pracę i budowanie zaufania.
Bo sztuka może być wolna, ale praca artysty nie powinna być bezbronna.